Prasowe archiwum Publicystyka

STRACHY NA LACHY

Czy w 1939 roku, tak gdzieś od maja, byli jeszcze wśród polskich polityków i publicystów politycznych, tacy ludzie, którzy jasno pisali lub mówili, że Polska w wojnie z Niemcami skazana jest na klęskę? W moich dotychczasowych potyczkach z prasą okresu międzywojennego, nie znalazłem żadnego tekstu, który mówiłby jasno: tak, Polska zyskała gwarancje angielskie, ale są one psu na budę, bo niemiecka armia nas rozjedzie w kilka tygodni. W ciągu najbliższych tygodni przybliżę czytelnikom garść tekstów potwierdzających powyższą obserwację. Nie przestanę oczywiście szukać, ale obawiam się, że moje starania będą daremne. Rządy sanacyjne posługiwały się cenzurą z wdziękiem potwora Frankensteina. Każdy nieprawomyślny fragment dostrzeżony czujnym okiem urzędników, był bezlitośnie usuwany z nakładu (konfiskowany). Na pierwszy ogień idzie tekst jednego z liderów narodowców, Stanisława Kozickiego. Zapraszam.

(„Myśl Narodowa” 6 sierpnia 1939 r.) POWIEDZENIE to (tytuł) stosuje się do metody obecnej polityki niemieckiej. Nie wynalazł tej metody Adolf Hitler. Jeśli się ograniczyć do okresu powojennego, to właściwym wynalazcą metody, która pozwoliła Niemcom zniweczyć wszystkie postanowienia traktatu wersalskiego i część postanowień terytorialnych, jest Stresemann.

Metoda to bardzo prosta: wysuwa się jakieś żądanie i jednocześnie twierdzi się, że to już żądanie ostatnie – wystarczy ażeby stróże traktatu na to się zgodzili, a zapanuje wieczny pokój i Niemcy staną się lojalnymi współpracownikami innych państw europejskich; gdy zaś żądaniu temu stało się zadość, wysuwa się nowe i znów daje się te same zapewnienia. Wszystko tak jak w polskiej bajeczce: chodziła czapla po wysokiej desce, powiedzieć ci jeszcze…

Tą metodą zdobył Stresemann usunięcie szeregu postanowień traktatu. Tą metodą opanował Hitler Sudety a potem Czechy, Morawy i Słowację. Tą metodą chce zdobyć obecnie Gdańsk i ograniczenie suwerenności polskiej na Pomorzu. Już tylko to, a później wszystko będzie dobrze!

Lecz nareszcie przestano wierzyć zapewnieniom kierowników polityki niemieckiej, nareszcie znalazło się państwo, które powiedziało – nie.

Stresemann zrobił jeszcze coś ważniejszego – umożliwił dalszą politykę niemiecką przez Locarno i skłonienie państw zachodnich do przedterminowej ewakuacji Nadrenii. Gdyby Francuzi byli w Moguncji, to inaczej były by się potoczyły wypadki. Myślę, że nie był by w ogóle doszedł do władzy w Niemczech Hitler. A ewakuacja Nadrenii to Briand! Oto człowiek, który w pierwszej linii ponosi odpowiedzialność za to wszystko, co się dziś dzieje w Europie.

Stresemann dał też nazwę tej metodzie politycznej, pisząc w liście do Kronprinca (7.XI.1926), że trzeba po prostu „kręcić”. Krętactwem też i łgarstwem osiągnęli Niemcy to wszystko, czym się mogą pochwalić jako dorobkiem politycznym w ostatnim dwudziestoleciu.

Wreszcie wypada stwierdzić, że nie tylko metodę zainicjował Stresemann, lecz wskazał także dokładnie cele powojennej polityki niemieckiej w tymże liście do Kronprinca.

„Według mego zdania – pisze Stresemann – Niemcy mają w przyszłości trzy wielkie cele. Najprzód rozwiązanie sprawy Nadrenii w sposób możliwy do przyjęcia dla Niemiec i dający im pewność życia w pokoju, bez czego Niemcy nie będą mogły odzyskać swych sił i po drugie opiekę nad dziesięcioma do dwunastu milionami Niemców, którzy żyją obecnie pod jarzmem obcym. Po trzecie – poprawienie granic wschodnich, odebranie Gdańska, korytarza polskiego i zmianę granicy Śląska Górnego. Później zaś przyłączenie Austrii do Niemiec…”

Jak widzimy Adolf Hitler wykonywa wiernie plan Stresemanna, okoliczności kazały mu jedynie zmienić porządek „poprawek” terytorialnych.

Z faktów powyżej wskazanych nasuwają się dwa wnioski.

Pierwszy, że kierownicy polityki państw zagrożonych przez Niemcy, dziwnie nie zdawali sobie sprawy z taktyki i celów niemieckich i z przerażającą lekkomyślnością i krótkowzrocznością szli tej polityce niemieckiej na rękę… Dużo Niemcy zawdzięczają swej umiejętności politycznej, swej wytrwałości i swej pracy nad odbudowaniem sił wewnętrznych, lecz nic by im to wszystko nie pomogło, gdyby nie błędy państw, które dziś za to wszystko płacą.

Drugi zaś, to nakaz, by nie dać się już wziąć na „sposoby” niemieckie na owo „kręcenie” Stresemannowskie.

Polityka niemiecka osiągnęła duże korzyści z paktu o nieagresji z Polską: pozór pokojowości, gdy chodziło o poparcie żądań i faktów dokonanych w stosunkach do państw zachodnich i swobodę w rozprawieniu się z Czechosłowacją. Dziś wydaje się Niemcom, że dobre stosunki z Polską nie są im już potrzebne, że przyszła pora na to, by przekreślić te postanowienia traktatu wersalskiego, które dotyczą Polski. Dziś tedy owe Stresemannowskie „kręcenie” można ująć w formułkę „Strachy na Lachy”. Zastraszyć Polskę i mocarstwa zachodnie wojną, a jednocześnie wskazać pewną i prostą drogę prowadzącą do długiego pokoju – oddanie Gdańska i wyrzeczenie się pełnej suwerenności nad Pomorzem. Niech tylko się Polska na to zgodzi, a wówczas znów zapanuje sielanka polsko-niemiecka.

Trzeba jednak będzie przerwać opowiadanie owej bajeczki o czapli grzecznym dzieciom europejskim. A to dla dwóch powodów – dlatego, że nikt już dziś nie wierzy słowu niemieckiemu oraz dlatego, że przykład Sudetów uczy, że Gdańsk i autostrada, to tylko wstęp, za którym by poszedł ciąg dalszy…

Biorąc Sudety zapewnił kanclerz Hitler, że chodzi mu li tylko o wydobycie kilku milionów Niemców z pod jarzma czeskiego i że jest to o s t a t n i e jego żądanie terytorialne w Europie. Tymczasem okazało się, że chodziło o odebranie Czechom ich granicy strategicznej, ażeby potem zniszczyć antyniemiecki „bastjon” czeski i ułatwić sobie wykonanie planu opanowania Europy wschodniej przez rozbicie kolejne Polski, Rumunii, Jugosławii, wreszcie Rosji, co by otworzyło Niemcom drogę do Azji, drogę cesarską panowania nad światem…

Oto do czego mają doprowadzić owe „Strachy na Lachy”, które dziś są montowane przez politykę niemiecką.

Zapewne rzecz pierwsza – to strachów tych się nie ulęknąć. Lecz niemniej ważne jest wiedzieć do czego zmierza polityka naszego zachodniego sąsiada i nie ulegać żadnym złudzeniom. Dobrze się stało, że Polska się nie ulękła. Lecz prócz tego trzeba, ażeby stało się to początkiem radykalnego zwrotu w polityce państw europejskich w stosunku do Niemiec, ażeby raz na zawsze zniweczyć to wszystko, co umożliwiło Stresemannowi i jego uczniowi politycznemu Hitlerowi owo „kręcenie” a przez nie zdobycze, jakie zdołali Niemcy osiągnąć w ciągu ubiegłych lat dwudziestu.

STANISŁAW KOZICKI