Hobby Kultura Prawo i finanse Zdrowie

Tajemnica legendarnego alkoholu

„Wziąć mocną beczkę po winie, najlepiej po węgrzynie lub maderze, niedawno zlanych aby lagier był jeszcze świeży, a w beczce nie było pleśni ani stęchłego zapachu”. To był początek każdego chyba przepisu na starkę, najsławniejszy z polskich alkoholi, obecny w naszej tradycji niemal od czasów gdy nasi przodkowie nauczyli się destylować.

Produkcja starki nie wydaje się trudna. Wystarczyło wlać żytni destylat do dębowej beczki, zakopać w piwnicy i poczekać 15 lat, a nawet dłużej, gdyż wtedy jest lepsza, bardziej szlachetna, zaś jej kolor staje się coraz ciemniejszy. Jej historia tradycyjnie wiązana jest z narodzinami szlacheckich dzieci – panowie bracia zakopywali wtedy beczkę z żytnim alkoholem, którą odkopywali i wypijali na ślubie tegoż dziecka. Receptura ta była znana ponoć na Litwie i w Polsce już w XV wieku, stąd też dwa pomysły na źródłosłów. Od słów „stary, starość”, bo dla alkoholu, dla zakopujących bardziej, okres zamknięcia w beczce to duuużo czasu. Dużo ciekawsze jest powiązanie słowa „starka” z językiem litewskim. Wedle niektórych źródeł słowo to wywodzi się od od starolitewskiego „starkus”, czyli bocian. Skoro od zawsze ten napitek był powiązany z narodzinami dziecka, z kolei bocian od wieków jest uznawany za ich symbol, więc…

Tutaj nasuwa się jedna uwaga. Gdyby taką beczułkę bezmyślnie zakopać w ziemi, co stałoby się przez 20 lat z drewnem? Trzeba tutaj przyznać rację autorowi jutubowego kanału Loża Dżentelmenów.

Starka nie jest właściwie wódką, ani koniakiem, burbonem, czy whisky, mimo że niektórzy czasem nazywają ją właśnie „polską whisky”. Tradycyjnie wytwarzano ją z żytniego destylatu, z dodatkami w postaci liści lipowych lub jabłkowych. Przechowywano ją w dębowych beczkach po winie, przez co najmniej 10 lat. Wtedy oprócz aromatu i smaku nabierała złoto-brązowej barwy – w wyniku naturalnych reakcji z dębowym drewnem. Jaka jest w smaku? Wszystko zależy od okresu jaki spędzi w beczkach. Im dłużej, tym jest delikatniejsza.

Produkcję przemysłową rozpoczęto w szczecińskim Polmosie w 1947 roku, pierwsze butelki trafiły do sprzedaży odpowiednio później, w 1955 roku. Starka z 1947 roku nadal spoczywa pod ul. Jagiellońską w Szczecinie. Trunek od początku był bardzo pożądany przez koneserów, chwalony przez specjalistów. Niestety w 2009 roku Polmos Szczecin upadł, produkcja została wstrzymana, starka stała się coraz trudniej dostępna, a więc droższa. Na szczęście fabryka została odkupiona i produkcję wznowiono (więcej poniżej…).

W XIX-wiecznych księgach gospodarskich pojawiały się przepisy, jak można przygotować starkę. W „Gospodyni litewskiej, czyli nauce porządnego utrzymywania domu”, wydanej w Wilnie 1862 roku można przeczytać: „Beczkę mocno zbitą zakopać w gruncie piaszczystym tak głęboko, żeby przynajmniej na półtora łokcia było nad nią ziemi”. Niezbędna jest do tego drewniana beczułka. Wlewa się do niej żytni destylat (w ostateczności żytnią wódkę) i zakopuje w piaszczystym podłożu na trzy lata, dość głęboko. Wtedy taka wyjęta z piachu starka powinna mieć smak jak ta 15-letnia. Ale to nie koniec – do butelek można zlać jedynie połowę zawartości, po czym należy dolać świeżą żytnią i znowu zakopać. I tak w kółko. W tym miejscu także rozwiązany został problem gdzie zakopać beczułkę, aby nie uległa przedwczesnemu zniszczeniu.

Wracając do współczesności można stwierdzić, że słynny bursztynowy trunek nie ma szczęścia do właścicieli. Po upadku państwowego Polmosu Szczecin w 2009 r., alkoholowa spółka, której korzenie sięgają XIX w., trafiła w 2012 r. w ręce, nieznanej w środowisku branżowym, firmy Agora, której właścicielką była Katarzyna Lesperance. Po zakupie inwestorka przemianowała producenta na Szczecińską Fabrykę Wódek Starka w Szczecinie (SFWS) i ogłosiła, że produkcja będzie kontynuowana, zaś eksport ma rozkwitnąć, m.in. dzięki otwarciu się na rynek kanadyjski. Niebawem wytwórnia znowu zmieniła właścicieli, co mogło być spowodowane tym, że Starka nie znalazła wystarczająco dużego rynku aby przetrwać. Nie pomogła sprzedaż w Biedronce. Alkohol był zdecydowanie za drogi (199 zł w promocji), zaś właściciel zbyt mały aby przeczekać trudne czasy. Same zapasy okowity znajdujące się w podziemnych magazynach wyceniono na ponad 300 mln zł.

Teraźniejszość i przyszłość szczecińskiej fabryki nie nastraja optymistycznie. Pod młotek trafiło 13 200 butelek alkoholu, każda o pojemności 0,7 l. Cena wywoławcza to ponad 151 tysięcy złotych. Do wylicytowania jest 13 200 butelek trunku. Do licytacji mogły przystąpić wyłącznie podmioty, które posiadają pozwolenie Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii na sprzedaż alkoholu powyżej 18%. Alkohol zapakowany jest w kartony, po 6 butelek w każdym kartonie. Warunkiem przystąpienia do licytacji jest wadium w wysokości 30 tysięcy złotych.

źródło: http://simplicitas.com.pl/index.php/2019/07/11/tajemnica-wiekowego-polskiego-destylatu/