Kultura Obyczaje Prasowe archiwum Publicystyka

Wigilia polska

Z każdym upływającym rokiem coraz bardziej lubię święta Bożego Narodzenia. Nie za sprawą prezentów, których nie lubię wprost straszliwie, również nie z powodu stołu zastawionego smakołykami nieosiągalnymi przy innych okazjach, ale z racji…

Lubię te święta z jednego powodu. Tego niecierpliwego oczekiwania, które wprowadza człowieka w sile wieku, w stan małego chłopaczka niewiele wiedzącego o świecie. Człowiekowi w tym stanie wydaje się, że wraz z kolejnym Bożym Narodzeniem świat ulegnie zmianie. Że ludzie przestaną wreszcie traktować wszystkich dookoła jak śmiertelnych wrogów albo w najlepszym razie rywali. Że przestaną na siebie spoglądać z taką niezrozumiałą zawiścią… Tymczasem zasiadając do wieczerzy wigilijnej, wszystkie te oczekiwania parują wraz z barszczem z uszkami. Bo ta nie je tego, a ten nie lubi tamtego, bo prezent nie taki, bo… sto innych powodów.

A wystarczy choć na chwilę zrezygnować z udowadniania najbliższym, że jesteśmy kimś innym niż w rzeczywistości i zjedzenie barszczu, czy kapusty z grzybami wcale nie jest takie straszne. Jeśli zaś syn, córka, czy inne dzieciaki przy stole nie staną na wysokości zadania, to może dorośli zatrzymają dla siebie cisnące się na usta słowa. To w końcu jedyny taki wieczór w roku. Warto go uszanować.

Szanowni moi czytelnicy, życzę Wam tego aby wszyscy choć przez kilka godzin poczuli wyjątkowość tych świąt, aby życzenia składane najbliższym nie były wbijaniem im szpil (bowiem wszyscy znamy swoje słabe strony i przynajmniej w Wigilię nie chcemy o nich znowu słyszeć) i abyście choć na chwilę zaznali szczęścia.

A poniżej artykuł z grudniowego numeru „Świata Pięknej Pani” z 1937 roku zatytułowany tak jak mój dzisiejszy tekst.

Włodzimierz Tetmajer “Wieczerza wigilijna”

„Obyczaj rdzennie polski, nie znany u żadnego innego narodu Obchód uroczysty o charakterze na pół religijnym, a zupełnie narodowym i rodzinnym, prawdziwe święto miłości, którego tradycja nawet w obecnych, wszystko burzących czasach jest wszędzie szanowana, gdzie choć kilku Polaków się zbierze, choć jedna rodzina zamieszkuje.

Dzieci, po całym kraju rozsiane, spieszą do domu rodzinnego,- aby ten uroczysty wieczór w nim spędzić. Ludzi, nie mających własnego ogniska rodzinnego, przygarnia się i zaprasza do wspólnego stołu. Na obczyźnie w ten wieczór przymusowi lub dobrowolni emigranci zbierają się, aby przełamać się opłatkiem.

To łamanie się opłatkiem przy składaniu wzajemnych życzeń właśnie nadaje Wieczerzy Wigilijnej charakter poniekąd religijny, nastrój modlitewny.

Nie tylko przy stole rodzinnym przełamuje się opłatek. Dzieli się nim państwo ze służbą, ba — po niektórych okolicach kraju włościanie niosą resztki opłatka do obory i stajni, żeby się nim ze swymi najbliższymi przyjaciółmi i żywicielami, krową i koniem, podzielić.

Po miastach, szczególniej dużych miastach, Wigilia straciła dużo ze swej tradycyjnej obrzędności, — na wsi jednak najdrobniejsze przez stary obyczaj uświęcone detale są wykonywane z drobiazgową dokładnością i pietyzmem. Zaczynając od tego, że do Wigilii zasiada się z pierwszą gwiazdką, kiedy w mieście nie ma na Wigilię określonej godziny i, co najwyżej, w rodzinach dbałych o wykonywanie praktyk religijnych, kończy się tak, aby służba i sami państwo zdążyli na Pasterkę.

Na wsi, we dworze i w chacie, nie tylko stół się nakrywa, kładąc obrus na sianie, na pamiątkę tego, że Chrystus w stajence urodzony na sianku pierwsze miał posłanie, lecz i po kątach pokoju lub izby ustawia się snopki z nieomłóconym zbożem, a u sufitu wiesza tak zwane światy, misternie wyklejone ze źdźbeł słomy i kolorowych opłatków.

W mieście z tego wszystkiego pozostała tylko odrobina siana, położona pod obrus duży, piękny, adamaszkowy, mogący przykryć to siano. Siano służy również do wykonywania pewnej wróżby, wszędzie jak Polska długa i szeroka jednakowej. Przy końcu Wigilii każdy z biesiadników wyciąga sobie źdźbło tego siana z pod obrusu. Grube i długie źdźbło stanowi przepowiednię pomyślności i szczęścia na cały rok, dobrych urodzajów, powodzenia w interesach, — krótkie i cienkie, jeżeli nie nieszczęście, to przynajmniej niepowodzeń materialnych jest oznaką.

Wszędzie też u dbają stołu Wigilijnego o to, aby liczba biesiadników była parzysta. Przy liczbie nieparzystej przesąd skazuje na śmierć w ciągu roku jedną z osób obecnych na Wigilii.

Liczba osób dwunastu jest uważana za specjalnie szczęśliwą, trzynastka zaś za fatalną, której każdym kosztem uniknąć należy.

Jeżeli chodzi o nakrycie stołu wigilijnego, to nie ma do tego przywiązanych specjalnych wskazań, natomiast, zgodnie z uroczystym dniem i nastrojem, w ten dzień używa się najpiękniejszych, najstarszych naczyń i sztućców. Stare porcelany i kryształy, familijne, srebra, platery, kosze, półmiski, tace i serwisy, noże, łyżki i widelce, — o ile takie po wojennej zawierusze ocalały, wyciąga się z ukrycia. Każdy taki sprzęt przypomina starym dawne, dobre czasy. Pamięć ludzka ma to do siebie, że złe, które było, łatwo się zaciera, a dobro z czasem nie tylko nabiera coraz większego uroku, lecz nawet rośnie, — olbrzymieje.

Oczywiście drobne, koronkowe serwetki lub indywidualne obrusiki, obecnie przez modne gosposie lansowane, do nakrycia stołu wigilijnego są nieodpowiednie. Jak już wyżej wspomniałam, duży, długimi zwojami nisko zwisający, adamaszkowy, a jak dawniej nazywano, „holenderski” obrus stanowi jedyne stosowne nakrycie. Kwiaty natomiast zawsze są stosowne. Tam, gdzie ich nie można nabyć, lub na nie nie stać, zielone gałązki choiny, pęki białymi jagodami zdobnych gałązek jemioły, lub czerwonymi — ostrokrzewu. Drobne gałązki choiny, rozrzucone po obrusie, nie tylko go zdobią, lecz szerzą aromatyczną woń igliwia w całej jadalni.

Gałązki choiny w połączeniu z kłosami owsa, wąsatego jęczmienia i złocistej pszenicy dają pierwszorzędny materiał dekoracyjny, który pomysłowa gospodyni o zręcznych paluszkach znakomicie wyzyskać może. Nie mniej ładny efekt dają świece.

Tutaj łatwiej już sobie pozwolić na modne obecnie świece kolorowe, czy to wstawione w stare srebrne lub z pozłacanego brązu kandelabry, czy to w porcelanowe świeczniki (o porcelanowych, najpiękniejszych z pięknych, mało się dzisiaj pamięta), — stanowią najcenniejszą ozdobę wigilijnego stołu, a nie lampy, ani żarówki elektryczne.

No, a głównej treści Wieczerzy Wigilijnej, o daniach, w wielu okolicach kraju raz tylko do roku spożywanych.”